Motorola One to smartfon, który jeszcze przed premierą został zrównany z ziemią za swój design. Nawiązania do niegdyś flagowego modelu firmy z Cupertino są widoczne gołym okiem, tyle że ten telefon nie stara się go udawać. Po prostu robi swoje, a przy tym kosztuje całkiem niewiele. Zapraszam do recenzji urządzenia, z którym spędziłem kilka ostatnich tygodni.

Pokaż mi, co w masz w środku, a powiem Ci, jakim smartfonem jesteś

Motorola w przypadku modelu Moto One w pudełku zastosowała zasadę: mniej znaczy lepiej, ale bez przesady. Pod kartonową pokrywką prócz samego telefonu znalazłem szybką ładowarkę wraz z kablem USB-C, kilka papierków, folię na ekran oraz przezroczyste etui. Ot, takie zwykłe, które u popularnego chińczyka kosztuje grosze, ale osobiście wychodzę z założenia, że czasami proste rozwiązania są najlepsze. Po dokładniejszych oględzinach wspomnianego akcesorium można wyczytać na bocznej krawędzi: DESIGNED BY MOTOROLA. Przyznacie, że to już brzmi całkiem poważnie. Niestety zabrakło w tym zestawie słuchawek, ale znając jakość większości modeli dodawanych do telefonów, śmiem twierdzić, że lepiej, że się tam nie zmieściły.

Moto One- zawartość

Sam telefon po wzięciu go w dłonie sprawia wrażenie dosyć solidnie i starannie wykonanego. Nic nam tutaj nie skrzypi ani nie trzeszczy, a to już dobry znak. Tył wykonany został ze szkła, które niestety ma jedną paskudną wadę: widoczne odciski palców. I to bardzo widoczne! Użytkując telefon, wręcz weszło mi w krew co kilkadziesiąt minut przecieranie go kawałkiem materiału, który miałem aktualnie na sobie. W ten sposób miałem pewność, że Motorola będzie zawsze prezentować się estetycznie i po prostu schludnie. Nie ma bowiem chyba nic gorszego od upapranego telefonu.

Tutaj wrócić muszę do pierwszych zdań ze wstępu, gdzie wspomniałem o trudnych początkach tego modelu ze względu na inspirację produktem Apple’a jeszcze przed jego oficjalnym debiutem rynkowym. Tak, z tyłu mamy podwójny aparat z przerwą na diodę doświetlającą otoczenie. Jest także logo producenta na środku. No ale tak naprawdę – co z tego? Czy ktokolwiek jest w stanie pomylić średniaka kosztującego niespełna tysiąc złotych z iPhone’em X? Nie sądzę, jednak gdyby pojawiły się jakiekolwiek wątpliwości, wystarczy spojrzeć na dolną krawędź Motoroli, gdzie znajdziemy potwierdzenie, że mamy do czynienia z produktem firmy, której właścicielem jest obecnie chińskie Lenovo.

Moto One- aparat

Prawie sześć cali i tylko HD+? Panie, a kto to kupi?

Wróćmy jednak do frontu Motoroli i na chwilę się przy nim zatrzymajmy. Moto One wyposażona została w dosyć spory, bo 5,9-calowy ekran o rozdzielczości 1520×720 pikseli. Owszem, na papierze takie parametry nie robią wrażenia, a wręcz mogą budzić niechęć zagorzałych fanów wysokich rozdzielczości. Motorola z takimi parametrami uzyskała zagęszczenie pikseli na cal w liczbie 287. Natomiast sam wyświetlacz to klasyczna matryca wykonana w technologii IPS LCD. I choć nie jest to pretendent do tytułu najlepszego ekranu zastosowanego w smartfonie, to jednak mówiąc krótko – daje on radę. Pojedyncze piksele podczas wyświetlana różnorakich treści nie są widoczne, nie mamy też efektu poszarpanych fontów. Jasność panelu stoi na zadowalającym poziomie, choć korzystanie z telefonu w słoneczny dzień może stać się nieco problematyczne i sprawić, że potkniecie się o własne nogi, próbując odczytać wyświetlane treści. Na szczęście w pomieszczeniach jest bardzo dobrze, podświetlenie jest równomierne, co również zaliczam na plus.

Moto One- notch

Teraz kwestia dla mnie najbardziej problematyczna, czyli nieszczęsne wcięcie, zwane popularnie przez speców od technologii notchem, no bo i brzmi nieco bardziej elegancko. Osobiście muszę przyznać, że nie do końca rozumiem poczynania producentów i wykonywanie kolejnych telefonów posiadających dokładnie taki sam element w postaci wcięcia jak poprzednik. Ani to nie jest ładne, ani funkcjonalne, a w oczy się rzuca. Nie inaczej jest w przypadku Motoroli, która stwierdziła, że skoro obecnie większość telefonów z Androidem na rynku ma z przodu wspomnianego notcha, to dlaczegóż mieliby pozbawiać tej jakże estetycznej perełki swojego średniaka. Efekt, jaki jest, każdy widzi, ja swoje zdanie w tym temacie już wyraziłem i raczej go nie zmienię.

Dioda powiadomień – kto z nas nie kocha tego miłego dodatku? Sygnalizuje ona, kiedy otrzymamy ważną wiadomość bądź mamy nieodebrane połączenie. Niestety w Motoroli One jej zabrakło. Powód? Nie jest do końca znany i pewnie sami inżynierowie po zatwierdzeniu designu tego modelu oraz specyfikacji zaczęli się zastanawiać, dlaczego zapomnieli o tym ważnym dodatku. Niestety dyskusje na ten temat trwają prawdopodobnie w firmie do dziś.

Na froncie znalazło się natomiast miejsce na kamerkę, mikrofon oraz diodę doświetlającą otoczenie. Na górnej krawędzi telefonu po jej lewej stronie umiejscowiono gniazdo minijack 3,5 mm, za co należą się pochwały. Przez to wprawdzie smartfon jest nieco grubszy, niż mógłby być bez niego, ale czego się nie robi dla fanów przewodowych słuchawek. Lewy bok urządzenia to już tacka na dwie karty nanoSIM oraz oddzielne miejsce dla karty microSD. Bardzo dobre posunięcie ze strony producenta, pokazujące, że nawet telefon kosztujący stosunkowo niewiele może posiadać slot, który umożliwi użytkownikowi personalizację telefonu. Prawa krawędź to z kolei standard: przycisk włączania i wybudzania oraz dwufunkcyjny przycisk służący do zwiększania lub zmniejszania głośności. Na dolnej krawędzi także nie znajdziemy żadnych niespodzianek. Pośrodku mamy złącze USB-C, po jednej stronie głośnik, a po drugiej mikrofon. Proszę nie myśleć, że producent rozpieścił klientów dwoma głośnikami, co to, to nie.

Przenosząc się na tył Motoroli, dostrzeżemy pośrodku logo producenta, które zostało wygrawerowane na czytniku linii papilarnych. Nad nim po lewej stronie znajdują się dwa aparaty oddzielone od siebie diodą. Jest także oznaczenie „androidone” – to dla osób, które chciałyby pochwalić się znajomym, że mają sprzęt od firmy z Cupertino. Cóż, ten drobny szczegół może popsuć im plany.

System prawie nieskazitelny…

Motorola swój smartfon reklamuje jako ten, który posiada na starcie czysty system Android, ponieważ telefon został objęty wspomnianym programem Android One. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim stałe aktualizacje systemu przez okres trzech lat od momentu premiery; konkretnie chodzi o zabezpieczenia. Czas biegnie od daty światowej premiery, czyli 13 września ubiegłego roku. Ja egzemplarz testowy otrzymałem już z Androidem 9 Pie. Zmiany względem poprzedniej wersji są raczej kosmetyczne: zmieniono umiejscowienie widżetu Google’a, który teraz na stałe znajduje się w dolnej części ekranu. Przeniesiono także sterowanie głośnością na bok wyświetlacza. Ponadto producent dorzuca od siebie aplikację Moto, która może nieco ułatwić nam życie. Przede wszystkim możemy uruchomić latarkę dwoma szybkimi potrząśnięciami telefonem, a także włączyć aparat, przekręcając smartfon ruchem nadgarstka – bardzo dobrze znana funkcja wszystkim użytkownikom poprzednich modeli serii Moto. Muszę szczerze przyznać, że jestem ogromnym fanem tych bajecznie prostych rozwiązań, z których korzystałem w czasie testu praktycznie cały czas.

Dodatkowo producent wyposażył Moto One w Ekran Moto, czyli funkcję pozwalającą na zobaczenie informacji na temat powiadomień oraz aktualnej daty, podczas gdy ekran jest wygaszony. To chyba taka mała rekompensata za brak diody powiadomień. Wystarczy, że poruszymy lekko smartfonem, a ekran delikatnie się podświetli i poda nam jak na tacy przydatne informacje. Funkcja ta jest również wygodna, ale może irytować chociażby podczas przebudzenia się. Wyobraźcie sobie, że w środku nocy budzicie się na chwilę, otwieracie oczy, a obok Wasz telefon przygotował właśnie iluminację świetlną, abyście wiedzieli, jak mało snu Wam jeszcze pozostało. Ponadto funkcja ta często aktywowała się, gdy prowadziłem samochód, a telefon przebywał w uchwycie. Wystarczyła mała nierówność na drodze i gotowe. Myśląc, że otrzymałem jakąś wiadomość, zerkałem odruchowo na wyświetlacz, co podczas jazdy samochodem w roli kierowcy może być niebezpieczne.

Motka napędzana jest doskonale znanym wszystkim procesorem Snapdragon 625. Układ posiada osiem rdzeni, z których każdy pracuje z częstotliwością 2.0 GHz, a wykonany został w 14-nanometrowym procesie technologicznym. Za grafikę odpowiada Adreno 506. Całości dopełniają 4 GB pamięci operacyjnej RAM. Nie ukrywajmy, taki zestaw nie gwarantuje zabawy na najwyższym poziomie. Wymagające gry 3D raczej należałoby włożyć między bajki i skupić się przede wszystkim na wydajnej pracy urządzenia w zadaniach, do jakich zostało stworzone. I tutaj producentowi po raz kolejny należą się słowa pochwały: system działa bardzo płynnie, nie uświadczyłem zawieszeń, poza pojedynczymi przycięciami animacji. Nie uświadczyłem także restartu bądź crashowania się aplikacji. Owszem, podczas ładowania się jakiegoś bardziej wymagającego programu telefon lubi się na chwilę zadumać, ale co ważne, ta chwila nigdy nie trwa dłużej niż kilka sekund. Motorola bardzo dobrze radziła sobie jako mój główny telefon, często więc używałem na niej aplikacji takich jak: Facebook, Messenger, Instagram, Telegram, aplikacje bankowe, Mapy Google, YouTube, Spotify oraz oczywiście przeglądarka Chrome. Tutaj możecie być pewni szybkiego i stabilnego działania smartfonu. Otwarcie kilku kart w przeglądarce także nie spowoduje paraliżu, zarówno sprzętu, jak i Waszego. Wręcz przeciwnie, telefon nadal działał będzie dosyć żwawo. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Motorola zaskoczyła mnie pod tym względem bardzo pozytywnie. Zapewne wpływ na dobrą wydajność ma przede wszystkim czysty system Android bez zbędnych nakładek producenta oraz 4 GB szybkiej pamięci RAM.

Oczywiście nie był bym sobą, gdybym nie sprawdził telefonu również pod względem wydajności. W tym celu skorzystałem z popularnego programu AnTuTu Benchmark. Jakie wyniki osiągnęła Motorola One, zobaczyć możecie poniżej. Tych, którzy cyferek oraz tabelek nie lubią, zapraszam do kolejnego akapitu lektury.

Energii wystarczy Ci na długo

Motorola zdecydowała się wyposażyć smartfon w akumulator o pojemności 3 000 mAh. Pozornie wydaje się, że to niewiele, biorąc pod uwagę np. wielkość ekranu. Należy zwrócić jednak uwagę na jego niską rozdzielczość, a także energooszczędny procesor Snapdragon 625.

Muszę przyznać, że zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony po raz kolejny. Podczas użytkowania w cyklu mieszanym, gdzie korzystałem cały czas z transmisji danych LTE, pisałem kilkadziesiąt wiadomości oraz robiłem kilka zdjęć, telefon był w stanie wytrzymać spokojnie 1,5 dnia pracy na jednym ładowaniu. Dla mnie był to wręcz szok, zwłaszcza że na co dzień korzystam z iPhone’a, na którym takie wyniki są po prostu nieosiągalne. Chętnie wysłałbym inżynierów z Cupertino na lekcję do Chin, traktującą o tym, jak tworzy się dobre akumulatory do smartfonów. Jeszcze lepiej Motorola sprawowała się, kiedy transmisję danych włączałem tylko wówczas, gdy potrzebowałem z niej korzystać. Wtedy akumulator pozwalał na praktycznie dwa pełne dni pracy. Takie zapominanie o ładowaniu przed położeniem się spać bardzo przypadło mi do gustu.

Motorola One- bateria

Motorola pozwoliła mi na 12 godzin oglądania filmów offline, zaś samo surfowanie po sieci to ponad 11 godzin. Takie rezultaty w dzisiejszych czasach robią wrażenie. Gdy telefon już się zmęczył i wymagał naładowania, to spotkałem się z kolejnym miłym smaczkiem, którego brakuje mi w sprzęcie Apple’a. Motorola w zestawie wyposaża nas w szybką ładowarkę 15 W, która dosłownie w mgnieniu oka pozwoli nam uzupełnić zapas energii. Widać to szczególnie wtedy, kiedy akumulator ma mniej niż 10% pojemności. Wystarczy dosłownie 15–20 minut i już smartfon był w stanie uzupełnić baterię do poziomu 50%. Oczywiście trzeba liczyć się z tym, że od 90% wzwyż proces ładowania do pełna trwa już kilkanaście minut. Sumarycznie, Motorola potrzebowała ok. 80 minut, aby naładować się od 0 do 100%. Co ważne, telefon również przesadnie się nie grzał. Podczas normalnego użytkowania, kiedy nie uruchamiałem na nim gier czy też wymagających aplikacji, osiągał temperatury na poziomie 28 °C.

Multimedia, czyli to, co misie lubią najbardziej

Wiecie, jak to bywa z dźwiękiem w smartfonach. Na ogół bardzo różnie, ale przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że wbudowany głośnik nie pozwala na zbyt wiele, a wręcz czasem trudno z niego korzystać bez odczuwania dyskomfortu. Motorola w tym aspekcie nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale nie jest źle. Głośnik gra przede wszystkim głośno i donośnie, a to dziś bolączka wielu telefonów, nawet tych z wyższej półki. Oczywiście nie popadniecie w zachwyt, słuchając czegoś na Motce, ale Wasze uszy krwawić nie będą. Podczas korzystania z multimediów na najwyższym poziomie głośności słyszalne są szumy oraz charakterystyczny charkot, ale to norma. Motorola natomiast gra całkiem dobrze na słuchawkach. I próbowałem tutaj różnych konfiguracji, zarówno korzystałem z przewodowych słuchawek Apple’a, bezprzewodowych budżetowych tracerów oraz przewodowych nausznych firmy Denon. Efekty na każdym sprzęcie były zadowalające.

Przejdźmy teraz do jednej z ważniejszych kwestii, czyli aparatu. Postanowiłem podczas testów skupić się na aparacie głównym zlokalizowanym na plecach urządzenia. Na papierze wygląda to następująco: rozdzielczość 13 Mpix oraz jasność f/2.0. Drugi obiektyw posłuży nam do wyciągania głębi. Trzeba przyznać, że w teorii wygląda to całkiem przeciętnie. Jak natomiast jest w praktyce? Fotografowałem głównie w dzień i wówczas fotografie są zadowalające. Nie widzimy szumów, kolory zdają się być odwzorowane dość dobrze. Zdjęcia wykonane Motorolą naprawdę mogą się podobać, zwłaszcza kiedy pogoda jest słoneczna.

Sama aplikacja aparatu należy do tych działających szybko i sprawnie, a interfejs jest bardzo przejrzysty. Jeśli chcecie szybko cyknąć jakąś fotkę, to możecie być pewni, że Motorola nie będzie Wam tego utrudniać. Na myśl podczas pierwszego jej uruchomienia przyszła mi aplikacja znana z iPhone’a. I faktycznie, oba programy interfejs mają stosunkowo podobny. Nie ukrywajmy, telefon ten nie posłuży profesjonalnym fotografom w pracy, ma raczej być skierowany do typowego użytkownika, który od czasu do czasu lubi wyskoczyć wycieczkę i chce ten fakt w jakiś sposób udokumentować. Do takich celów Motorola One sprawdza się znakomicie.

W przypadku wideo producent wyposażył telefon w możliwość nagrywania filmów w rozdzielczości 4K. I rzeczywiście, wideo nagrane w tej jakości wygląda bardzo ładnie, kolory są pięknie odwzorowane, ale trzeba zdawać sobie sprawę z przestrzeni, jaką taki plik zajmuje. Dużo lepiej sprawdzi się więc nagrywanie w FullHD przy 60 klatkach na sekundę.

Motorola One i mój werdykt

Przyznam się Wam do czegoś. Motorolę miałem okazję testować przez prawie trzy tygodnie. Wydaje się, że to bardzo dużo czasu, że na podstawie tych kilkunastu dni, gdy sprzęt stał się moją podstawową słuchawką, można wydać jednoznaczną opinię. Nie do końca się z tym zgodzę. Nieraz bowiem doświadczałem sytuacji, w których podczas testu jakiś telefon przypadł mi do gustu, a po dłuższym okresie użytkowania coraz więcej rzeczy zaczynało mnie drażnić. Czy w przypadku Motoroli byłoby podobnie? Cóż, uważam, że nie. Od pierwszych chwil z nią spędzonych miałem wrażenie obcowania z urządzeniem, które producent doskonale przemyślał. Sądzę, że to telefon wykonany bardzo dobrze, świetnie zaplanowany i przede wszystkim dostępny w uczciwych pieniądzach. 4 GB pamięci RAM, 64 GB miejsca na dane, czysty system Android, dobry czas pracy na akumulatorze, fajne multimedia i to wszystko za niespełna tysiąc złotych. Czegóż można chcieć więcej od sprzętu, który kosztuje zaledwie jedną z czterech części flagowego modelu? Motorola One to taki dobry, mobilny kompan, który może i nie zapewni oszałamiających rozrywek oraz prestiżu wśród znajomych, ale za to poczciwie będzie wykonywał to, o co się go poprosi. To aktualnie dla mnie najbardziej kompletny i porządny sprzęt mobilny do tysiąca złotych dostępny na polskim rynku.

Pod sekcją komentarzy znajdziecie krótkie podsumowanie.

Sprzęt do testu uzyskaliśmy dzięki uprzejmości sklepu X-KOM. W tym miejscu znajdziecie recenzowany model.

Komentarze

Ocena
8.0

Zalety

  • czysty system Android
  • bateria oraz szybkie ładowanie
  • stosunek jakość/cena
  • jakość dźwięku
  • złącze minijack 3,5mm
  • design

Wady

  • wcięcie w ekranie
  • aparat może rozczarować fanów mobilnej fotografii
  • brak diody powiadomień
Design
9
Wydajność
7
Multimedia
8,5
Akumulator
9

Podsumowanie

Motorola One to przykład tego, jak niewielkim kosztem stworzyć telefon, który wyposażony jest w czystą wersję systemu, wyróżnia się świetnym czasem pracy na akumulatorze oraz posiada dobre multimedia. Chciałoby się rzec: oby więcej takich propozycji na rynku.