Ostatnimi czasy na testy pojawiła się u mnie bardzo nietypowa mysz komputerowa. Gryzoń ten nie ma podświetlenie RGB, nie jest to gamingowy produkt z masą klawiszy, opcją nagrywania makr czy wymiennymi obciążeniami. Jest to mysz biurowa, plastikowa i do bólu zwyczajna, gdyby nie skaner. Jak to działa i czy połączenie myszki ze skanerem ma w ogóle rację bytu? Czytajcie a się dowiecie.

Na początek, standardowo. Opakowanie i zestaw

Przy zakupie najnowszej myszy IRIScan nie zostaniemy niczym zaskoczeni. Grafiki na pudełku wyjaśniają nam absolutnie każdy aspekt działania produktu. Mamy więc wypunktowane aplikacje, które będą wspierane, mamy instrukcję wraz z grafiką, jak coś faktycznie zeskanować oraz przykładowe wykorzystanie tej nietypowej w myszach funkcjonalności.

W środku zaczniemy od papierów. Producent dorzuca nam informator w paru językach, jest także Polski. Z owego informatora dowiemy się, gdzie produkt zarejestrować, gdzie pobrać software oraz gdzie znajdziemy instrukcję użytkowania. Do zestawu dołączony jest także miękki pokrowiec, który w dotyku jest tak nieprzyjemny, że od razu odechciało mi się go używać. Na sam koniec dostajemy również specjalną podkładkę pod myszkę, która pozwala na umieszczenie w niej jakiegoś niewielkiego dokumentu (wizytówki?) co ma ułatwiać skanowanie. Mysz, zafoliowana, spoczywa w kartonowej wytłoczce, co skutecznie uniemożliwia jej jakąkolwiek migrację wewnątrz pudełka, podczas transportu.

Wykonanie

Mysz IRIScan wykonana jest w całości z błyszczącego i śliskiego plastiku. Nie jest to niestety materiał, który przyprawia o szybsze bicie serca. Jest to najzwyczajniejszy plastik niskiej jakości, którego gładka i śliska powierzchnia zatrważająco łatwo się palcuje, nie sposób utrzymać gryzonia w czystości. Kabel, zakończony wtyczką USB również nie napawa optymizmem. Jest to najzwyczajniejszy kabel, jaki możemy spotkać w absolutnie każdej taniej myszy, możecie zapomnieć o większej grubości czy oplocie. Co do jakości wykonania i spasowania, to jest ona zdecydowanie poprawna. Nic nie skrzypi, nic się nie ugina, nie wydaje mi się żeby myszkę można było łatwo uszkodzić.

Design

Tutaj zaczynamy wyjątkowo krótki akapit, bo i nie specjalnie jest o czym pisać. Mysz IRIScan Mouse Executive 2 jest zwyczajnie brzydka. Nic, ale to absolutnie nic, nie przyciąga oka w tym urządzeniu. Biały plastik z zielonkawymi wstawkami przywodzi na myśl gabinet lekarski i tak naprawdę to wszystko co można w tym aspekcie o tym urządzeniu powiedzieć.

Specyfikacja

Poniżej, już standardowo, żeby nikt nie musiał szukać, przekopowuję specyfikację urządzenia prosto ze strony producenta.

  • Technology: Slam Scan®;
  • Mouse sensor: Laser sensor (1200 dpi);
  • Scan resolution: Up to 400 dpi;
  • USB: 2.0;
  • Power consumption : 0.625W;
  • Coverage area: Up to A4;
  • Export applications: Microsoft® Office, Adobe® Photoshop®, Pages®, Numbers®;
  • Save formats (applications): PDF / JPG / TIFF / BMP / PNG / XLS / DOC;
  • Buttons 3 buttons (right-click, left-click, wheel-click) / 1 wheel / 1 scan button.

Mysz posiada niewiele, bo tylko 4 przyciski: lewy, prawy, scroll i scan. Typowe dla tego segmentu urządzenia przyciski działają poprawnie i nie mam im nic do zarzucenia. Klik jest przyjemny, skok trochę zbyt mały ale jak na urządzenie biurowe to nie mam się do czego przyczepić. Najciekawsze jest przycisk skanowania, umieszczony pod kciukiem, do którego przejdę w dalszej części. Od spodu, obok sensora, umieszczone jest prostokątne okno odpowiedzialne za faktyczne skanowanie.

To co ją wyróżnia, czyli skanowanie oraz software

W końcu przechodzimy do tak naprawdę jedynej ciekawej części tego urządzenia – skanera. Cały system opiera się na wspomnianym wyżej przycisku oraz oknie obok sensora. W momencie wciśnięcia przycisku oznaczonego jako “Scan”, rozpocznie się skanowanie. Na naszym komputerze pojawia się okno, w którym mamy bezpośredni podgląd na żywo w to, jak idzie nam zaciąganie leżącej pod myszką kartki. Następnie, korzystając z oznaczeń zakresu działania skanera, poruszamy urządzeniem i patrzymy, jak zapełnia się pamięć (pasek w lewym górnym rogu) oraz jak czarne tło wypełniane jest przez zeskanowany materiał.

Gdy już uznamy, że mamy wszystko czego nam potrzeba, wystarczy ponownie wcisnąć przycisk skanowania, tak by wyświetlił nam się edytor uzyskanego pliku. W tym miejscu będziemy mieć możliwość prostej edycji. Możemy wykadrować, przyciąć, popracować nad kontrastem czy balansem kolorów.

Na sam koniec zostanie nam tylko wybór formatu w jakim chcielibyśmy zapisać zeskanowany dokument. Do wyboru jest tego naprawdę sporo: jpg, pdf, word, txt, xls. No trochę tego jest. Mamy też możliwość zapisać zeskanowany plik w aplikacji Evernote czy Dropbox. Na stronie producenta widnieje informacja o możliwości natychmiastowej publikacji pliku w serwisach społecznościowych, jednak tej opcji nie zweryfikowałem.

Samo urządzenie posiada również opcje rozpoznawania tekstu i to w wielu językach, który można potem szybko zaimportować do Google Translate, co w teorii brzmi jak ciekawa funkcjonalność.

Co do samej jakości skanowania. Po parunastu testach mogę uznać, że jakość zeskanowanych dokumentów jest całkiem satysfakcjonująca. Kolory może nie są w 100% oddane i nie sposób nie zauważyć, jak blakną w procesie skanowania, jednak nie spotkała mnie sytuacja, gdzie nie mogłem np. rozczytać zeskanowanego tekstu. Nigdy nic nie było rozmazane czy w inny sposób zniekształcone. Sam proces skanowania jest całkiem wygodny o ile nie musimy pracować z większymi formatami dokumentów. Od strony technicznej, IRIScan Mouse Executive 2 bezproblemowo poradzi sobie z formatem A4, jednak nie jest to specjalnie wygodne. Myszy nie powinno się podnosić i najlepszy efekt uzyskamy jednolicie przesuwając gryzoniem po całej stronie – od lewej do prawej i od góry do dołu. Zajmuje to trochę czasu i nie jest specjalnie komfortowe.

Jak wspomniałem, oprogramowanie jest niezbędne by wykorzystać skanujące możliwości myszy. Niestety, nie ma możliwości zapoznać się z nim przed zakupem samego produktu. Soft będzie dostępny do pobrania dopiero po zarejestrowaniu urządzenia na stronie producenta, tak więc jedyne co mogę Wam pokazać to parę zrzutów ekranu. Samo oprogramowanie jest bardzo proste w obsłudze i po wciśnięciu przycisku “Scan” prowadzi nas krok po kroku tak byśmy uzyskali zadowalający nas dokument. W paru krokach zeskanuje wszystkie wizytówki czy paragony, dotkniemy na wymiar, wyciągniemy kontrast i zapiszemy do różnych formatów i myślę, że nikomu nie powinno to sprawić trudności.

 

Specjalnie na potrzeby tej recenzji, przygotowałem krótką galerię produktu, którą zamieszczam poniżej.

1/14

Więcej informacji dostępnych na stronie producenta.

Aktualna cena do sprawdzenia w Ceneo. (nie jest to link afiliacyjny)

Komentarze

Ocena
4.0

Zalety

  • Skanowanie faktycznie działa dobrze
  • Oprogramowanie pozwala na sporą edycje
  • Oprogramowanie pozwala na eksport do wielu formatów czy aplikacji
  • Bogaty zestaw

Wady

  • Zabójcza cena
  • Śliski plastik utrudnia utrzymanie urządzenia w czystości
  • Cienki kabel
  • Fatalny design
  • Niewygodne skanowanie większych formatowo dokumentów
Jakość wykonania
7
Użyte materiały
4
Skanowanie
8
Ergonomia pracy
6

Podsumowanie

Mysz IRIScan Mouse Executive 2 jako mysz komputerowa sprawdza się średnio. Materiały użyte do jej produkcji nie są najwyższych lotów, plastik łatwo się brudzi i nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Design jest absolutnie minusem tego sprzętu, jednak nie jest to też mysz którą chwalili byśmy się przed znajomymi (w ogóle kto chwali się peryferiami do PC). Cała moc tego urządzenia tkwi we wbudowanym skanerze który faktycznie, działa dobrze. Pytanie tylko jak często będzie on używany. Do skanowania całych stron A4 jest niewygodny i wydaje mi się że lepiej zainwestować w normalny skaner. Z drugiej strony, dokumenty małoformatowe jak wizytówki czy paragony zdecydowanie łatwiej zeskanować aplikacją w telefonie, i wcale nie będą gorszej jakości. Wszystko to zamyka temat ceny która jest nieciekawa. Około 375 zł za mysz identyczną jak zwykły biurowy Dell, tyle że z wbudowanym skanerem to nie są małe pieniądze. W mojej ocenie jest to produkt nie wart takich nakładów finansowych i ciężko wyobrazić mi sobie kogoś kto mógłby rozważyć taki wydatek.