Pierwsza generacja Renault Captur debiutowała na Europejskim rynku w 2013 roku. Przy niewielkiej ilości konkurentów i bardzo szybko rosnącym popycie na crossovery segmentu B, auto odniosło rynkowy sukces. Czy druga generacja modelu odnajdzie się w zdecydowanie szerszym towarzystwie? Zapraszamy na test!

Renault Captur – dojrzały z zewnątrz

Na pierwszy rzut oka widać, że styliści francuskiego producenta nie próżnowali. W teorii wystarczyłoby dodać kilka centymetrów do miejskiego Clio i voila! W praktyce projekt auta można zawrzeć w trzech słowach: dojrzały, ciekawy i spójny, a jedynym wspólnym elementem z Clio jest atrapa wlotu powietrza i przednie reflektory. Przednie lampy w systemie Full Led dostępne są w standardzie i nie tylko świetnie wyglądają, ale również zapewniają doskonałą widoczność po zmroku. Tylne lampy to jednak coś zupełnie nowego. Ukształtowane w literę C nie przypominają, tych montowanych do tej pory w gamie francuskiego producenta. Liczne detale podkreślają przemyślany design. Deflektory w przednim zderzaku, antena w kształcie płetwy rekina oraz lusterka umieszczone na drzwiach, mają dbać o odpowiednią aerodynamikę pojazdu.

Oprócz licznych zabiegów stylistycznych producent zadbał również o szeroką możliwość personalizacji. Dwukolorowe nadwozie, osłony podwozia z przodu i z tyłu, kolorowe detale ozdobne to tylko część możliwości. Nasz egzemplarz posiadał nadwozie w kolorze Biały Albatre w połączeniu z dachem Orange Atacama oraz 17-calowe felgi. W tym zestawieniu Captur wygląda świetnie! Pytając o opinie na temat jego wyglądu, spotykałem się tylko i wyłącznie z pozytywnymi recenzjami.

Kilka słów o wymiarach. Auto zbudowano na zupełnie nowej modułowej platformie Aliansu CMF-B. Zmieniona konstrukcja powoduje, że nowy Captur należący do aut segmentu SUV-B-mierzy teraz 4.228 mm długości i jest więc o całe 11 cm dłuższy od swojego poprzednika. Względem pierwszej generacji powiększono również rozstaw osi o 2 cm uzyskując 2.639 mm. Prześwit wynoszący 17 cm pozostawiono bez zmian. Dodatkowe cm są wyraźnie odczuwalne w kabinie pojazdu. Na tle rynkowych rywali plasuje się w środku stawki.

Renault Captur – Clio wewnątrz

Zanim jednak zajmiemy miejsce w środku kilka słów o kluczyku, a może bardziej karcie dostępu. Auto standardowo dla Renault wyposażone zostało w kartę Renault HandsFree. Wystarczy że trzymamy ją w kieszeni i zbliżymy lub oddalimy się od pojazdu dając sygnał do jego otwarcia lub zamknięcia. Rozwiązanie niezwykle wygodne, tylko dlaczego sama karta jest tak duża? Pomimo że wygląda stylowo, w moim odczuciu zajmuje zbyt wiele miejsca. Warto wspomnieć, że ten komfortowy dostęp możemy od teraz w pełni spersonalizować z poziomu systemu multimedialnego w samochodzie i zamienić kartę w tradycyjny pilot otwierający auto po naciśnięciu przycisku.

Na rozgrzeszenie sporych rozmiarów karty/klucza przychodzi wnętrze pojazdu. Na przestrzeni ostatnich lat Renault nie oferowało w tym temacie zbyt wiele. Jakość używanych tworzyw pozostawała pod wielkim znakiem zapytania. Niby to miejskie i w zasadzie budżetowe konstrukcje, ale konkurencja oferowała coś więcej. Na szczęście premiera nowego Clio przyniosła długo oczekiwaną zmianę, a środek nowego Captur-a to niemalże Clio 1:1. Tutaj należą się słowa uznania dla Renault. Podobnie jak w mniejszym (czyt. niższym) bracie materiały użyte do wykończenia deski rozdzielczej oraz jej nowoczesny design stawiają nowego Captur-a w czołówce crossoverów segmentu B. Jest miękko, stylowo i ergonomicznie. Schowek przed pasażerem, podobnie jak w pierwszej generacji wysuwa się jak szuflada. Rozwiązanie niezwykle praktyczne. Podoba mi się!

Renault w swoich projektach zafiksowało się na duże pionowe wyświetlacze i w testowanym przez nas aucie również znalazł się taki ekran o przekątnej 9,3-cala. Ekran znajduje się w zasięgu ręki, jego interfejs jest intuicyjny oraz szybko reaguje na dotyk. Po raz kolejny Francuzi wyciągnęli wnioski i Easy Link działa tak, jak najlepsze tego typu systemy na rynku. Na podkreślenie zasługuje także cała rzesza przełączników kołyskowych i klasyczne pokrętła do sterowania klimatyzacją. Są niezwykle wygodne i ergonomiczne. Oprócz walorów estetycznych i użytkowych pochwalić trzeba dobrą izolację akustyczną, nagłośnienie marki Bose oraz oświetlenie typu ambient w boczkach drzwi.

Pod względem obszerności kabiny, zarówno w pierwszym jak i drugim rzędzie miejsca jest pod dostatkiem. Tylną kanapę można przesuwać,  pozwalając na zmienianie pojemności bagażnika kosztem miejsca dla pasażerów drugiego rzędu. Jeżeli mowa o bagażniku to Renault deklaruje pojemność 536 litrów. W rzeczywistości wydaje się być mniejszy. No cóż… segment-B nie wymaga w tej dziedzinie cudów, ale na tle Skody Kamiq subiektywnie wypada gorzej (co ciekawe skoda deklaruje tylko 400 litrów). Podobny problem miałem z danymi Clio. Katalogowo wygląda super, w praktyce poczułem rozczarowanie.

Renault Captur – sztywne zawieszenie i trzy cylindry

Małolitrażowa trzycylindrówka to jeden z tych wariantów, którymi nie warto pchać się na drogę ekspresową. Silnik będzie po prostu zbyt głośny i zbyt paliwożerny, pracując cały czas na wysokich obrotach. Zdecydowanie najlepsze środowisko pracy dla Captur-a 1.0 100 KM to delikatna miejska jazda. Wtedy przy zachowaniu zasad ecodrive można uzyskać spalanie w okolicach 7 litrów. Mocniejsze wciskanie gazu powoduje wzrost zużycia paliwa w okolice 8 litrów. Na szczęście jego kultura pracy nie pozostawia większych powodów do narzekania. Captur aż prosi się o mocniejszą jednostkę-pamiętajcie o tym planując zakup tego modelu. Pięciobiegowa manualna skrzynia biegów jest precyzyjna i ma dość krótkie przełożenia.

Charakterystyka pracy zawieszenia przypomina tą z Clio V. Nie radzi sobie jednak tak dobrze w zakrętach jak mniejszy brat. W Clio czuć, że auto chce jechać szybko w zakrętach, prowadząc się bardzo stabilnie. Tutaj większa masa i wysokość robią swoje. Reakcje oraz sposób tłumienia zawieszenia są poprawne, bardziej sztywne niż komfortowe.

Rozsądnie wyceniony

Wbrew pozorom, nie zawsze cieszymy się, kiedy do parku prasowego trafia samochód w najmocniejszej i najbogatszej wersji. Więcej radości sprawia możliwość testowania auta dobranego pod tym kątem do gustów i oczekiwań potencjalnych klientów. To pozwala sprawdzić, czym faktycznie będzie jeździć szersza grupa odbiorców danego modelu. Tak właśnie było w tym przypadku.

Katalogowo cennik Renault Captur drugiej generacji otwiera kwota 69 900 zł. Otrzymujemy wtedy auto w wersji ZEN z tym samym napędem, który trafił po maskę testowego egzemplarza. Bazowe odmiany wypada zazwyczaj uzbroić w kilka dodatkowych opcji i tak przeskakując do wersji wyposażeniowej INTENS otrzymujemy 75 900 zł. W tej kwocie, zapominając o małym motorze otrzymujemy naprawdę wiele, począwszy od ciekawej stylistyki po nowoczesne systemy wsparcia i sprawnie działający system multimedialny. W porównaniu do konkurencyjnych konstrukcji Renault rozsądnie skalkulowało katalog.

Podstawowy 100 konny silnik może nie jest demonem prędkości, ale w zupełności wystarczy do płynnego poruszania  się. Producent daje nam jednak wybór i tak do dyspozycji mamy również silniki benzynowy o mocy 130 KM i 155 KM (od 93 900 złotych) oraz wysokoprężny Diesel o pojemności 1.5 litra i mocy 115 KM. Dla entuzjastów producent przygotował również odmianę E-TECH – hybrydową plug-in o łącznej mocy 160 KM. Moim zdaniem, nie wyjeżdżając poza tereny miejskiej dżungli mały trzycylindrowiec w zupełności wystarczy. Jeżeli jednak planujecie dłuższe wycieczki, celujcie w mocniejszą jednostkę napędową.

Podsumowanie

Captur drugiej generacji jest zdecydowanie lepszy od poprzednika-dojrzalszy, ciekawszy i lepiej wykonany. Jeśli szukasz niedużego, modnego auta do miasta, które czasem będzie wkraczać w polne drogi warto wziąć go pod uwagę. Wybierając jednostkę napędową postawiłbym na odmianę 1.3 155KM.

Obcując z nowym Capturem jak i Clio V cieszy najbardziej zdecydowana poprawa jakości użytych materiałów wykończeniowych wnętrza. Tworzywa sztuczne nikogo już nie odstraszą. Renault wyciągnęło wnioski i w znaczący sposób poprawiło najbardziej dyskusyjne aspekty. Moim zdaniem podobnie jak Clio V auto godne uwagi.

Autor: Paweł Pochylski

Komentarze