Co może być lepszego od możliwości oszczędnego przejechania tysiąca kilometrów na jednym baku? Robienie tego autem, którym jeździ się do tego wygodnie i dynamicznie. Choć taki kompromis wydaje się być niemożliwy – Golf GTD dobitnie udowadnia, że wcale nie trzeba wybierać między jednym a drugim.

Golf? Ładnie, coraz ładniej!

Nie przepadam za silnikami wysokoprężnymi, nie będę tego ukrywać. Choć kilka konstrukcji rzeczywiście zasługuje na pochwałę, to jednak w zdecydowanej większości obecność silnika na ropę na pokładzie nie jest zapowiedzią nadchodzących emocji z jazdy.

Z takim właśnie sceptycznym podejściem wsiadałem do Volkswagena Golfa GTD. Choć dwie pierwsze literki bardzo mnie ucieszyły, tak trzecia nieco zgasiła mój entuzjazm. Fotel z tapicerką Honeycomb okazał się jednak piekielnie wygodny, a do tego rewelacyjnie wykonany. Wnętrze również zachęcało do pozostania w środku – na pierwszy rzut oka niemal identyczne jak w Passacie, z drobnymi tylko różnicami. Ogółem trzeba przyznać, że Volkswageny ładnieją w oczach z generacji na generację, zresztą nie tylko w środku. Producent zadbał o drobne akcenty, które polepszają prezencję tradycyjnego Golfa – emblemat GTD umieszczony został na kratce wlotowej, która imituje kształt plastra miodu i całkiem nieźle komponuje się ze znaczkiem VW, zaś kierunkowskazy otrzymały animację znaną z Audi. Słowem – dobra robota.

Emocje na ropę

Pod maskę modelu GTD trafił dwulitrowy, czterocylindrowy silnik o mocy 184 koni mechanicznych. Testowany egzemplarz wyposażony był ponadto w automatyczną 7-biegową skrzynię DSG. Wyjazd na trasę rozwiał moje wątpliwości. To zdecydowanie nie jest kolejny nudny diesel.

Przyspieszenie deklarowane przez producenta, jak na silnik o takiej mocy, jest całkiem niezłe – do setki rozpędzimy się w 7,4 sekundy. Okazuje się jednak, że 380 Nm momentu obrotowego już przy 1750 obr/min daje radę wgnieść nas w fotel, zatem samo odczucie przyspieszenia w mojej opinii jest lepsze niż by to wynikało z liczb. Auto jest bardzo dynamiczne, także powyżej 100 km/h (co w przypadku diesla nie jest takie znowu oczywiste), a do tego dobrze trzyma się drogi. Dwusprzęgłowa skrzynia biegów działa bez zarzutu i zdaje się przewidywać intencje kierowcy. Poprawnie odczytuje moje zamiary, które sygnalizuję jedynie drobnymi ruchami pedału gazu.

Kiedy rozpędzimy się bardziej – wyraźnie możemy odczuć, że to jednak tylko Golf. Hałas pędu powietrza zaczyna bowiem być uciążliwy, ale taki problem będziemy mieć tylko na torze, ewentualnie na drogach naszego zachodniego sąsiada. Jadąc po autostradzie z dozwoloną w Polsce prędkością nie powinniśmy uskarżać się na nadmierny hałas.

Stacja benzynowa? Nie, dziękuję

Co jednak najważniejsze – moja zabawa w dynamiczną jazdę zamknęła się w spalaniu na poziomie ok. 7 l/100 km. W trasie zaś, przy stałej prędkości – bez problemu jesteśmy w stanie zejść poniżej pięciu litrów! Przy stale rosnących kosztach paliwa ten wynik z pewnością może budzić zazdrość u innych kierowców.

Podsumowując – dostajemy auto kompaktowe, które zarówno z zewnątrz, jak i w środku wygląda nieźle. Mimo że to “tylko” Golf – to delikatnie wyróżnia się na tle swoich bazowych braci. Po zatankowaniu do pełna przed wyruszeniem w trasę – mamy gwarancję, że prędzej zatrzymamy się na stacji benzynowej na hot-doga lub rozprostować nogi, niż żeby uzupełnić paliwo – i to niezależnie od naszego sposobu jazdy.

Golf GTD idealnie pasuje do osób szukających auta oszczędnego i praktycznego – do którego możemy spakować się z rodziną i pojechać na weekendowy wypad, a jednocześnie nie musimy rezygnować z dreszczyku emocji podczas bardziej dynamicznej jazdy. Za taką przyjemność, w przypadku wyboru skrzyni DSG, musimy zapłacić jednak aż 131 tysięcy złotych.

Oslo-Kopanhaga-Hamburg na jednym baku? Czemu nie.

Podczas testu Golfa GTD ucierpiał aparat (nie pytajcie). Awaryjnie posłużyliśmy się materiałami prasowymi Grupy Volkswagen.

 

Komentarze