Do znudzenia można powtarzać utartą już tezę: Xiaomi lepsze. A i tak jest… dokładnie tak jak brzmi ta maksyma. Produkty od tego chińskiego producenta są po prostu bezkonkurencyjne. Nie inaczej mogło być w przypadku Mi Band 4.

Rozpakowanie

Ta sekcja miała być pierwotnie osobnym artykułem. Jednak sami przyznacie, że nie byłoby to zbyt dobre posunięcie z mojej strony. Co tu zresztą opisywać? Zestaw, zgodnie z przewidywaniami oraz ogółem niską ceną całego zestawu, jest naprawdę podstawowy. Do tego stopnia, że w czarnym smukłym pudełku nie uświadczymy nawet naklejki na ekran, chroniącej przedni panel przed zarysowaniami. W takowy musimy się już niestety sami zaopatrzyć.

Właściwie prócz samej opaski — tzw. pastylka, czarnej gumowej opaski, ładowarki z końcówką USB oraz papierologią. – nic dodatkowego tutaj nie uświadczymy. Pudełko minimalistyczne to i zestaw nie odbiega od tego standardu. Choć z drugiej strony brakuje mi wtyczki do gniazdka. Rozumiem jednak zabieg producenta. Dodawanie do każdego zestawu nie tyle generowałoby koszty, ile bardziej byłoby pewnym utrudnieniem logistycznym dla firmy wysyłającej swój produkt do wszystkich niemal państw świata. W wielu krajach obowiązują inne typy gniazdek. W ten sposób cena opaski jest poniekąd jeszcze bardziej atrakcyjna.

Poza tym gadżet można dostać za darmowo w przypadku zakupu smartfona Xiaomi Mi A3 i Mi A3 Lite, o czym informowaliśmy Was na łamach naszego portalu już jakiś czas temu. Producent zakłada, że ładowanie opaski odbywa się tak rzadko, że korzystanie z jednej wtyczki do telefonu nie będzie aż tak problematyczne. Zresztą o samej baterii i czasie jej ładowania porozmawiamy już niebawem.

Pierwsze wrażenia

Od początku pojawienia się na rynku pierwszych opasek sportowych oraz zegarków służących do pomiaru naszej aktywności fizycznej, byłem dość sceptycznie nastawiony do tej idei. Po pierwsze, wydawało mi się zbędnym monitorowanie swoich osiągów. Jestem w młodym wieku i nigdy nie miałem większych problemów zdrowotnych.

Jednak w pewnym momencie chciałem na własnej skórze, a raczej ciele, przekonać się, czy aby na pewno miałem rację. Wyjazd nad polski Bałtyk był idealnym pretekstem, żeby zakupić oraz przetestować nowych gadżet w terenie. Jak się na koniec okazało — myliłem się. I nie, nie jest to żadna kryptoreklama ani tym bardziej żaden wykład motywacyjny. Opaska nie tyle pomogła mi dokładniej monitorować moje osiągnięcia, tj. Przede wszystkim przebyty dystans, tętno, spalone kalorie czy średnia prędkość na trasie, ile bardziej była kimś w rodzaju złego policjanta. A być może dobrego? W każdym razie pełniła funkcję motywacyjną. To w gruncie rzeczy proste urządzenie wprowadziło pewną rywalizację: sam ze sobą czy jak kto woli ja kontra moje słabości — mój organizm.

Przy tym należy zaznaczyć, że opaska zastąpiła mi spokojnie mój dotychczasowy zegarek. Gumowa konstrukcja w żadnym stopniu nie przeszkadzała przy wytężonym wysiłku nawet w najbardziej upalny dzień lata. Przy okazji warto zaznaczyć, że opaski do Mi Band 3, jak najbardziej pasują do recenzowanego Mi Band 4. Dostępnych jest wiele wariantów kolorystycznych, i to w bardzo niskich kwotach, rzędu nawet paru złotych.

Obsługa

Korzystanie z opaski jest bardzo wygodne oraz intuicyjne. Po całym interfejsie poruszamy się wygodnie za pomocą przycisku Home na dole niespełna 1-calowego ekraniku -dokładnie 0,95 cala. Służy on do wybudzania urządzenia, a także jako przycisk WSTECZ. Przesunięcie palcem na środku OLED-owego, kolorowego względem swojego poprzednika, wyświetlacza w górę lub w dół, przenosi nas z pulpitu głównego do poszczególnych sekcji. Przypomnę tylko, że oprócz pomiaru tętna, odpowiedzialny jest za to sensor znajdujący się na tyle — podświetlany na zielono, mamy również dostępnych wiele innych opcji.

Jest ich całkiem sporo. Są to między innymi: stoper, minutnik, alarm — budzik, sterowanie muzyką telefonu, znajdź urządzenie, dostęp do dokładnego standardowego wyświetlacza, sterowanie jasnością, blokada ekranu, uruchom ponownie, ustawienia fabryczne, poszczególne powiadomienia, pogoda, trening oraz status — aktualna liczba przebytych kroków, dystans i szacunkowa liczba spalonych kalorii. Godna pochwały jest też możliwość bezpośredniego podglądu połączeń. Za mocą opaski da się je zawieszać oraz ukryć takie powiadomienie. Przydatną opcją okazuje się również odczytywanie wiadomości tekstowych – SMS, e-mail, Messenger czy WhatsApp. Synchronizacja odbywa się właściwie w tej samej chwili.

Inteligentna opaska sportowa różni się od smart zegarka nie tylko ceną. W przypadku tej pierwszej, dostęp do większości ustawień mamy dopiero z poziomu specjalnej aplikacji. W Mi Band 4 oraz jej poprzedniczce, jest to dobrze znana Mi Fit. Jeśli mowa o samym procesie parowania, nie miałem żadnych problemów. Na moim iPhonie SE wszystko działało bez zarzutów. Współpracę opaski z aplikacją oceniam dobrze.

Aplikacja Mi Fit

Pozytywnie zaskoczyły mnie możliwości aplikacji. Mając opaskę za około 160 zł, możemy monitorować właściwie każdą czynność. Od dokładnej analizy jakości naszego snu, aż po ćwiczenia na bieżni czy pływanie. Zakres dostępnych czynności jest naprawdę spory: bieganie na zewnątrz, bieżnia, rower, spacer, ćwiczenia na siłowni i pływanie.

Ponadto mamy możliwość ustawiania swoich własnych celów dotyczących liczby przebytych kroków. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zaleca się ćwiczenia przez co najmniej 40 minut dziennie, czyli około 8000 kroków. Z poziomu aplikacje możliwe jest także zmiana tarczy. Możemy również ustawić przypomnienia o wydarzeniach, alerty danych aplikacji czy chociażby tzw. Alert bezczynności, w przypadku którego opaska zacznie wibrować przy braku aktywności przez godzinę.

Przy okazji, warto wspomnieć o samym poziomie wspomnianych wibracji. W mojej opinii są optymalne. Budzenie rano odbywa się w dość subtelny, acz stanowczy sposób — przy okazji nie budząc pozostałych domowników. W tym przypadku myślę, że mój standardowy budzik pójdzie w odstawkę na rzecz właśnie Mi Banda.

Wady

Przy wielu oczywistych zaletach, które postaram się również wymienić, nie obędzie się bez pewnych moich zastrzeżeń. Ciągłe podświetlenie ekranu byłoby miłym usprawnieniem, czy to w formie aktualizacji systemu opaski, czy już w następcy — Mi Band 5.

Kolejną rzeczą do której mam zastrzeżenia, jest poniekąd szybkość działania. Pełną responsywność otrzymujemy de facto, gdy na ekranie głównym mamy ustawiony standardowy motyw. W przypadku instalacji z poziomu Mi Fit innego obrazu, sterowanie interfejsem nie już tak płynne.

W czasie mojego dotychczasowego użytkowania zdążały się także pojedyncze bugi. Przykładowo — prędkość podczas jazdy na rowerze wynosiła w pewny momencie 600 km/H, co oczywiście jest niemożliwe w rzeczywistości. Choć na ogół prędkości podawane przez opaskę podczas treningu były w miarę dokładne. A już na pewno zbliżone do standardowego bezprzewodowego licznika rowerowego, z nieznacznym zaniżaniem wartości o średnio 0,2 – 0,5 km/h.

Wyżej wymienione błędy pomiarowe zrzuciłbym raczej na karb słabego zasięgu sieci. Samo urządzenie posiada notabene trzyosiowy żyroskop, akcelerometr i tym samym krokomierz. Jednak w przypadku szczegółowych pomiarów, w tym ich zapisu oraz synchronizacji ze smartfonem, potrzebne jest stałe połączenie z internetem. W moim przypadku ten wymóg często był trudny do spełnienia. Raz nawet z tego powodu musiałem wyłączyć opaskę z trybu TRENING. Bez transmisji danych na waszym urządzeniu opaska nie podaje aktualnej prędkości. Tak było w przypadku treningu w sekcji ROWER.

Zatem, dokładne monitorowanie aktywności na terenach bez dobrego zasięgu, może być mocno ograniczone. Wniosek nasuwa się jeden: z opaski najlepiej korzystać w mieście bądź na dobrze zurbanizowanych obszarach.

Zalety

Być może powtórzę się, jednak w kwestii podsumowania powinno to jeszcze raz dokładnie wybrzmieć. Cena względem możliwości, jakie oferuje nam Mi Band czwartej generacji okazuje się największym plusem. Xiaomi po raz kolejny tylko potwierdza, że potrafi niemal maksymalnie wykręcić cenę swoich urządzeń.

Mnie do zakupu Mi Band 4 zachęcił przede wszystkim fakt, że w końcu dostaliśmy, nawet w tak budżetowym sprzęcie, kolorowy ekran. Brak kolorków zniechęcał mnie przez dłuższy czas do kupna Mi Band 3. Aż pojawił się jego świetny, wręcz hitowy następca z ekranem o rozdzielczości 120 na 240 pikseli oraz jasności w granicach 400 nitów. Cyferki cyferkami, ale nawet w bardzo słoneczny dzień nic nie stało na przeszkodzie, żeby korzystać komfortowo z ekranu.

Opaska sportowa od Xiaomi, tak samo jak jej poprzednik, oferuje wodoszczelność do 5 ATM, co pozwala na zanurzenie do 50 metrów. Mi Band 4 jest nie tylko mocny pod wodą. Bateria o pojemności 135 mAh zapewnia od 10 do nawet 14 dni pracy przy nawet częstych i długich treningach. Z kolei ładowanie do pełna trwa około 2 godziny.

Podsumowanie

Dzięki propozycji od Xiaomi, już za niewielką kwotę możemy wejść w świat opasek sportowych. Otrzymujemy przy tym właściwie wszystko, co jest nam na co dzień potrzebne, żeby móc podglądać i monitorować naszą aktywność.

Jednocześnie cały czas zadaję sobie pytanie: czy to już inteligentny zegarek? Otóż nie. Mimo wszystko wciąż musimy mieć ze sobą telefon w kieszeni. Opaska Xiaomi jest jedynie podstawowym rozszerzeniem naszego telefonu. W żadnym wypadku nie zastąpi nam tradycyjnego smart zegarka. Dostęp do większości ustawień mamy jedynie z poziomu naszego telefonu. Mi Band 4 może co najwyżej wyprzeć klasyczny czasomierz. W tej kwestii nie mam żadnych wątpliwości.

Ogółem cała seria Mi Band ma niezwykły potencjał. Chińczycy po raz kolejny udowodnili światu, że nie tylko telefony potrafią dobrze wycenić. Również mniejsza elektronika nie stanowi dla nich problemu w kategorii — opłacalne. Świadczy o tym, chociażby rekordowa liczba sprzedanych opasek tuż po premierze.

Myślę, że już niedługo Xiaomi kolejny raz nas zaskoczy. A to wszystko za sprawą następcy — Mi Band 5. Zwiększenie nieco wyświetlacza jest naturalnym posunięciem. Choć oczywiście poprzeczka została już i tak wysoko zawieszona. Nie mniej, liczę na kolejne przebicie, tym samym oczekując jak zawsze w przypadku Xiaomi — dobrego stosunku ceny do jakości.

Komentarze