Arkady Fiedler to zaprawiony w boju podróżnik. Możecie go kojarzyć z takich wypraw, jak „Maluchem przez Afrykę” lub „Maluchem przez Azję”. Tym razem postanowił przemierzyć afrykańskie drogi w pełni elektrycznym nissanem leafem.

Podróżnik podkreśla, że za sukcesem tej wyprawy stały dwa czynniki. Przede wszystkim ludzie, których spotkał na drodze. Notabene już na etapie planowania zdał on sobie sprawę, że bez pomocy Afrykanów i ich dobrej woli ekspedycja nie powiedzie się.

Niezapowiedziana wizyta w poszukiwaniu źródła prądu

W większość miejsc Arkady przybywał niezapowiedziany i w jednym konkretnym celu. Mam na myśli naładowanie baterii w leafie. Już na miejscu Fiedler musiał przekonać mieszkańców, aby ci pozwolili mu na podłączenie samochodu do prądu na noc. Taka konieczność zrodziła się np. w wiosce Boromo, Burkina Faso, która mieści się pomiędzy Wagadugu i Bobo Dioulasso. Było to spowodowane sporą odległością pomiędzy punktami ładowania. Mianowicie wynosiła ona 350 km. Wydaje się to niedużym dystansem, prawda? Niestety pokonanie tylu kilometrów na jednym ładowaniu jest dla leafa nieosiągalne. Stąd też trzeba było znaleźć inne źródło zasilania. Dosłownie pośród afrykańskiego buszu.

Jak się okazało, mapy i urządzenia GPS nie były pomocne. Kluczem do przetrwania była ekonomiczna jazda. Chodzi o  odpowiednie planowanie i wyciśnięcie z baterii samochodu tyle, ile to tylko możliwe. Tam każdy kilometr zasięgu miał niebagatelne znaczenie. Na szczęście drogi były płaskie i pokryte gładkim asfaltem bez większych wzniesień. Po przejechaniu jakichś 180 km Fiedler dotarł do wioski Boromo. W baterii pozostało 51% mocy. Swoją drogą był to jeden z wielu rekordów, jakie udało się mu pobić w kwestii zasięgu elektrycznego samochodu.

Wracając do tematu ładowania, mieszkańcy skierowali podróżnika do domu w środku wioski. Tam mógł skorzystać ze źródła energii elektrycznej. Instalacja elektryczna okazała się jednak bardzo prymitywna. Doszło do ciągłej walki z bezpiecznikami, które nie mogły wytrzymać długotrwałego ładowania baterii samochodu. Ostatecznie udało się doładować baterie o kolejne 20%. Następnego dnia Fiedler wyruszył w dalszą podróż. Tym razem do oddalonego o 190 km Bobo Dioulasso.

Samochód elektryczny to wolność

Arkady wspomina, jak w Boromo zdał sobie ponownie sprawę z nieocenionej pomocy ludzi, których spotykał na swojej drodze. Po drugie okazało się, że w nieprzystępnym świecie afrykańskich dróg samochód elektryczny daje ogromną wolność w podróży.

Podróżnik dojechał do Boromo po 10 tys. km drogi z Cape Town. Podczas tej trasy leaf nie korzystał z dedykowanej stacji ładowania ani razu. Takie po prostu nie istnieją. Pomimo tego podróż trwała nadal. W przypadku gdyby Fiedler wybrał samochód o konwencjonalnym napędzie, byłoby znacznie gorzej. Mianowicie stacja paliw z benzyną czy wodorem mogłaby nie być osiągalna w tamtym rejonie. By poruszać się samochodem z silnikiem spalinowym – nie oszukujmy się – musimy co pewien czas odwiedzić stację paliw. Natomiast w przypadku elektryka możemy sobie poradzić nawet bez stacji ładowania w pobliżu. Wystarczy gniazdko z prądem w domu pomocnego człowieka. Paliwo trzeba wyprodukować, dostarczyć na stację i sprzedać odbiorcy końcowemu. Natomiast energia elektryczna jest wszędzie dookoła nas. Mam na myśli domy, sklepy, szkoły, dworce autobusowe itd., nazwijcie to, jak chcecie. W każdym razie gniazdek z prądem jest mnóstwo.

Samochód elektryczny daje wolność, ale też wybór. Nikt nie każe korzystać z dedykowanych stacji ładowania. Można korzystać z dowolnych źródeł zasilania. Ponadto gdyby w trakcie wyprawy Fiedlera nie byłoby dostępu nawet do gniazdek elektrycznych, teoretycznie podróż wciąż byłaby możliwa. Przy użyciu odpowiedniego sprzętu fotowoltaicznego można naładować baterie samochodu energią słoneczną.

To, że samochody elektryczne są czyste i ekologiczne, to już wiemy. Mogą również dostarczyć nam komfortu i przyjemności z jazdy. Co ważniejsze, prawdziwa wolność, jaką oferują swoim użytkownikom, jest bardzo ważnym głosem za posiadaniem takiego pojazdu. Według Fiedlera raczej wcześniej niż później to właśnie ten argument przekona do elektryków nawet ich największych przeciwników.

Na zakończenie tak Arkady podsumowuje swoje doświadczenia z powyższej wyprawy: „Właśnie dlatego… to jest samochód, którym chcę dale jeździć”.

Przekraczając równik w Gabon
Przekraczając równik w Gabon
Stacja paliw Petrol
Stacja paliw Petrol
W wiosce Boromo
W wiosce Boromo
9 paneli wystarczyło by do naładowania akumulatorów
9 paneli wystarczyło by do naładowania akumulatorów
Ładowanie nr 73, Kenieba, Mali
Ładowanie nr 73, Kenieba, Mali

źródło: Drivetribe

Komentarze