Carsharing w Polsce nadal raczkuje, jednak coraz to więcej firm próbuje wejść na ten rynek usług. Nowi usługodawcy muszą sporo się nakombinować, by przekonać klientów do wyboru swojego produktu. Niewątpliwą lukę w rynku znalazła za to litewska firma CityBee, oferując carsharing wielkogabarytowy. Sprawdźmy więc, czym różni się ten produkt od pozostałych.

Jak zacząć przygodę z CityBee?

Generalnie aplikacja skonstruowana przez nowego gracza na rynku carsharingu w Polsce jest niezwykle przejrzysta i klarowna. Po rejestracji i podpięciu karty debetowej lub kredytowej szukamy pojazdu w wyznaczonej strefie i na sam początek tyle. Proces rezerwacji pojazdu czy jego zwrotu również jest uproszczony do maksimum. Jednakże z racji gabarytowych pojazdów CityBee wyznaczył kilkanaście stref, w których można pojazdy zwracać. Jednak – co ważne – pojazd nie musi wrócić do tej samej strefy, w której został pobrany. Polityka cenowa także jest klarowna. Za pierwsze 50 km nie są naliczane opłaty za przejechane kilometry, a stawki za czas użytkowania są zróżnicowane w zależności od długości wynajmu i wynoszą: 0,99 zł za minutę, 49 zł za godzinę, 219 zł za dzień lub 1 299 zł za tydzień.

Jest auto!

Kiedy wybraliśmy już interesujący nas pojazd, wejście do niego odblokowujemy z poziomu aplikacji. W Trójmieście, gdzie testowałem usługę, padło akurat na volkswagena craftera. I po wejściu do pojazdu dopada nas pierwsze zaskoczenie. Czy z poziomu widoku kierownicy, drodzy Czytelnicy, domyślilibyście się, że siedziałem w dostawczaku? Skądże!

CityBee

Kokpit jest żywcem wyciągnięty np. z VW polo. Widać, że w kwestii wyposażenia CityBee nie oszczędzało, gratuluję takiej postawy! Dzięki pełnemu zakresowi ustawień fotela pozycję do jazdy znalazłem bardzo szybko. A wyposażenie dostarczone w egzemplarzu również należało do tych z „wyższej półki”. Przypomnę, mowa o aucie transportowym dostarczanym w usłudze carsharingu! Na pokładzie znajdziemy m.in.: sterowanie z poziomu kierownicy, sterowanie głosem, bluetooth, tempomat, start&stop, ogrzewane lusterka czy klimatyzację.

Pakujemy się i jazda!

W pomocy przy pakowaniu mogą pomóc dostarczone przez usługodawcę pasy transportowe. Sam pojazd też ułatwia zadanie dzięki przesuwnym bocznym drzwiom czy rozchylanym tylnym wejściem.

Przy prawie 6 m długości trzeba przyznać, że wygospodarowanie „paki” na długości 3 450 mm i szerokości 1 832 mm pozwalają przewieźć prawie każdy interesujący nas ładunek. Minusem natomiast są nadkola wchodzące w przestrzeń ładunkową. Być może jest to czepialstwo z mojej strony, bo póki co producenci nie potrafili znaleźć na to sposobu.

Sprawdzamy pojazd

Nie będę ukrywał, że doświadczenie z prowadzeniem tego typu pojazdów mam znikome. Kilka kilometrów za kierownicą VW transportera, iveco dailly’ego czy popularnego LT 35 mają się jednak nijak, gdy czeka nas długa podróż. Tutaj sytuację ułatwia już samo wejście do pojazdu. Jak wspominałem, przez zastosowanie takiej a nie innej deski rozdzielczej czujemy się po prostu jak w aucie z segmentu kompaktów. Trzeba pamiętać tylko o braku lusterka wstecznego oraz tym, że nasza pozycja za kierownicą jest nieco wyższa i o nieco dłuższym tyle pojazdu. Na testowanej trasie była droga szybkiego ruchu, co pozwoliło przetestować tempomat. Spisywał się on bez zarzutu i w trybie utrzymania prędkości, i ustawieniu sobie dopuszczalnej maksymalnej prędkości. Sześciostopniową skrzynię manualną w tym wypadku zestawiono z silnikiem diesla, turbodoładowaną jednostką 2.0 TDI.

Odczucia z jazdy

Prowadzenie pojazdu jest bardzo pewne mimo jego gabarytu, nie czułem podmuchów powietrza, uderzającego o pojazd. Wystarczy dosłownie chwila, żeby obyć się z pojazdem i wyczuć jego zachowanie, tym samym wiedząc, jak bardzo zachodzi tył . Jedną z rzeczy, które musiałem wykonać praktycznie od razu po wjeździe do miasta dla zwiększenia komfortu jazdy, to wyłączenie systemu start&stop. Niestety w jeździe miejskiej system nie spisuje się najlepiej. Działa z opóźnieniem, co może spowodować gwałtowne szarpnięcie, gdy zechcemy ruszyć na światłach. Tutaj byłoby lepiej, gdyby niemiecki producent technikę przeniósł z pojazdów miejskich. Tam działanie systemu jest natychmiastowe.

Podsumowanie

Działanie firmy CityBee trzeba odbierać jednak na rynku carsharingu w Polsce jako nowość. Nie jest to model wypożyczeń stosowany firmę Traficar, która udostępnia renaulty kangoo. Litewska firma w tym wypadku nie dość, że zyskuje pakownością auta, to i również samą polityką cenową. Znalezienie luki w rynku aut na minuty nie jest łatwe, jednak jak testowana usługa pokazuje, można nadal znaleźć nowe rozwiązania. Może nie będzie aż tak popularnym sposobem lokomocji jak Traficar czy Panek Carsharing, ale CityBee celuje w innych klientów. Takich, którzy chcąc przeprowadzić remont domu, zmuszeni byli na łaskę firm transportowych, a teraz mają inne wyjście z tej sytuacji.

Ciekawostka

Firma CityBee dba także o spokój klienta w czasie samego najmu pojazdu. Każde wcześniejsze zgłoszone uszkodzenie pojazdu zostaje oznaczone w taki sposób, aby osoba biorąca samochód o nim wiedziała. Tutaj przykładowe na zdjęciu uszkodzenia, które pojazd już posiadał.

CityBee

Za możliwość testu dziękujemy firmie CityBee.

Galeria

Komentarze