Wczoraj bacznie przyglądaliśmy się premierze nowych urządzeń od Xiaomi. Największą uwagę zwróciła prawdopodobnie specjalna odmiana flagowca – Xiaomi Mi 8 Explorer Edition. Jej transparentna obudowa skrywa pięknie prezentujące się komponenty urządzenia. Jednak, czy nie wygląda to zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe?

Ktoś tutaj nieczysto gra?

Gdy przyjrzycie się uważnie układom w Xiaomi Mi 8 EE, waszą uwagę może przykuć fakt dość luźnego rozmieszenia poszczególnych elementów. Na prawdziwych płytach głównych, upakowanie układów obok siebie jest bardzo gęste. Poza tym, normalnie takie komponenty, jak procesor są dodatkowo osłonięte metalowymi płytkami rozpraszającymi ciepło. Tutaj ich nie napotkamy – istotnie zniszczyłyby cały design.

Poza tym widoczny Snapdragon 845 w rzeczywistości używa innego sposobu połączenia z płytą główną, niż ma to miejsce na fotografii powyżej. Na renderze w Mi 8 EE połączony jest on z płytą główną po krawędziach, natomiast w praktyce stosuje się technikę BGA – Ball Grid Array (obudowa z wyprowadzeniami sferycznymi w siatce rastrowej  – oznacza to, iż wszystkie połączenia wyprowadzone są bezpośrednio pod układem).

W większości smartfonów SoC jest połączony na płycie głównej bezpośrednio z pamięcią RAM – widok samego, wydzielonego procesora jest zatem nad wyraz zastanawiający. Dodatkowo, przedstawiony Snapdragon wydaje się być po prostu zbyt duży, niż ma to miejsce w rzeczywistości.

Robi się gorąco

Pojawiły się zatem plotki, iż widoczne komponenty to najzwyklejsza naklejka. Tym rewelacjom zaprzeczyło jednak samo XIaomi, tłumacząc, iż widoczne układy są częścią właściwej płyty głównej. Aktualnie najbardziej prawdopodobną wersją jest to, że układ ten rzeczywiście fizycznie istnieje, ale nie ma żadnego wpływu na funkcjonowanie urządzenia. Można zatem równie dobrze wyrzucić go z obudowy.

Jaka wersja jest prawdziwa? Tego dowiemy się już niedługo, kiedy różne kanały (w tym przede wszystkim iFixit) rozbiorą urządzenie na części pierwsze. Wówczas przekonamy się, czy chiński gigant rzeczywiście zastosował, jakby nie patrząc, sprytny trik (oszustwo?) w celach marketingowych.

A co Wy sądzicie o całej sprawie? Czy takie zagrywki nie przekraczają granicy dobrego smaku? Dajcie znać w komentarzach!

Źródło: Police Arena