VW Polo od zawsze kojarzył mi się z małym samochodzikiem, najczęściej z kobietą za kierownicą. Ot, takie kobiece autko, które nie zachwycało osiągami i przede wszystkim wyglądem. Mimo wszystko – na drogach nadal spotykamy starsze i nowsze jego generacje. Pierwsze modele są bardzo często wybierane jako pierwsze cztery kółka dla młodych kierowców, co pozwala wnioskować, że ich jakość wykonania była naprawdę wysoka. Jak będzie spisywać się testowana przez nas generacja za 20 lat, niestety na razie się nie dowiemy. Możemy jednak mieć nadzieję, że Niemcy przez całą historię Polo utrzymywali ten sam poziom.

Nasz egzemplarz został wyposażony w silnik benzynowy TSI o pojemności 1.0 l, osiągający moc aż 115 KM. Przekazywanie mocy na koła odbywa się przy pomocy 6 biegowej skrzyni – niestety manualnej. Kwestie bardziej techniczne – odrobinę później.

Na razie skupmy się na wyglądzie, bo tutaj dzieje się najwięcej. Na pierwszy rzut oka – widać, że to Polo. Ma w sobie cechy z poprzednikami. Widać zdecydowanie kierunek, pod jakim działają projektanci VW, przez co każda z generacji długo wygląda na świeżą. Drobne zmiany, ale nie na tyle drobne, żeby nie zauważyć większych różnic z poprzednikami, ale też niezbyt przesadzone, jakby był to zupełnie inny model. W mojej opinii to nawet fajne postępowanie – po wyjeździe z salonu jeszcze przez co najmniej dwie kolejne generacje samochód wygląda nadal na nowy.

Testowany przez nas Polo szczególnie przypadł mi do gustu, ze względu na świetne pomarańczowe malowanie. Widok tego „radosnego” koloru na parkingu, za każdym razem, kiedy szedłem w jego kierunku wywoływał uśmiech. Aluminiowe 15” obręcze mi osobiście przypadły do gustu – większe rozmiary mogłyby wyglądać trochę komicznie na takim cywilnym aucie z litrowym silnikiem pod maską. Te pasują idealnie do jego charakteru. Bardzo ładnie wyglądają LED-owe reflektory. „Brewki” do jazdy dziennej łączą się w jeden długi pas z chromowaną listwą na atrapie. Wygląda to naprawdę ładnie. Kilka razy zdarzyło mi się nawet odrobinę „przysnąć” na światłach przez wpatrywanie się w odbicie reflektorów na samochodzie przede mną.

We wnętrzu jest raczej spokojnie, żeby nie powiedzieć, że nudno. Jest to przede wszystkim zasługą wszechobecnej czerni, plastików, które na szczęście nie są bardzo twarde. No, oprócz dużej połyskującej listwy wzdłuż całej deski rozdzielczej, w centrum której znalazło się miejsce na duży wyświetlacz do obsługi multimediów i ustawień samochodu. Rozdzielczość ekranu jest więcej niż zadowalająca. Jeszcze bardziej zadowalająca jest obecność fizycznego pokrętła regulacji głośności. Pozostałe przyciski oczywiście dotykowe, lubią łapać ślady palców. Jeśli chodzi o zegary – przed odebraniem miałem wielką nadzieję, że będzie to elektroniczny zestaw Active Info Display. Niestety w przypadku tego egzemplarza przewidziano analogowe wskaźniki. Oprócz tego, że są czytelne, minimalistyczne – a więc ładne na swój sposób, nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć. Wskazówki są, kręcą się – cyferki też są – no troszkę nudne.

Miejsca w środku jest mało, jeśli chcemy wybrać się z całą rodziną na wakacje. Jeśli przyjmiemy, że będziemy poruszać się VW Polo po mieście, czy też niewielkich trasach międzymiastowych – jest optymalnie. Przyznam, że podczas mojej trasy z Warszawy do Poznania – jakieś 50-100 km przed celem zacząłem odczuwać zmęczenie i konieczny był krótki postój. Komfortu podróży w upałach dodaje automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja, którą można dokupić za 3 400 zł i zaraz za reflektorami LED za 3 490 zł jest to najdroższa pozycja w wyposażeniu dodatkowym w testowanym egzemplarzu. Zdecydowana większość dodatków jest w VW Polo w standardzie (m.in.: wszelkie systemy bezpieczeństwa z wykrywaniem pieszych włącznie; podgrzewane lusterka; oświetlenie ambiente; czy też system start-stop z systemem odzyskiwania energii przy hamowaniu).

Z wnętrza to właściwie tyle – z przodu da się podróżować wygodnie. Z tyłu we dwie osoby również jest całkiem przyjemnie. Nie jest to raczej samochód do przewozu drużyny koszykarskiej, ale osoby o wzroście ok. 180 cm zmieszczą się bez najmniejszego problemu.

Bagażnik z kolei zasługuje na pochwałę. Aż 351 l pojemności w tej klasie to niesamowity wynik. Podwójna podłoga jako kolejny plus w nowym Polo.

Prowadzenie natomiast, jak to w miejskim autku – jest zwinny. Zawracanie, manewrowanie w małych uliczkach nie będzie problematyczne. Niewielkie obręcze mimo fajnego wyglądu poprawiają też nieco tłumienie nierówności, których wiele w miejskich okolicach. Przyśpieszenie, jakie zapewnia ten 3-cylindrowy silniczek jest zadowalające – nieco ponad 9 s do 100 km/h i prędkość maksymalna 200 km/h. Przyśpieszanie od 80-120 km/h na 4 biegu zajmuje ponad 8 s – i ta prędkość według mnie jest wystarczająca dla tego malucha od VW. Powyżej już niestety dźwięk w kabinie staje się głośniejszy, a i spalanie przestaje być tak przyjemne.

W takim razie – jeśli o spalaniu już mowa… coś niesamowitego! Producent deklaruje średnio 4 l/100 km. Nigdy wcześniej nie zdarzyła mi się sytuacja, żeby podczas testu okazało się, że deklaracje są zawyżone. Średnio 3,2 l/100 km osiągnąłem podczas pierwszej trasy do Poznania z Warszawy. I udało mi się to osiągnąć bez nadmiernego wysiłku. Wybierałem drogi krajowe, pokonując autostradą tylko 100 km. Nie przekraczałem prędkości 100 km/h. W mieście średnie spalanie to jakieś 5,5-6 l /100 km.

Podsumowanie

Podsumowanie niesie ze sobą właściwie jedno stwierdzenie – Polo szóstej generacji jest naprawdę fajne. Nie jest już taką „pchełką”, jak pierwsze generacje – ba, Polo VI rozmiarami jest bardzo zbliżone do Golfa IV! Przyjemnie się nim jeździ, potrafi przyśpieszyć, kiedy potrzeba – w mieście oczywiście – i zapewni większą przestrzeń ładunkową niż większość konkurencji. Jeśli do tego dodamy naprawdę małe spalanie – jest świetnie.

Zdjęcia: Dawid Drabik