Wiele testów aut sprawiło mi prawdziwą radość. Były też rozczarowania i mieszane uczucia. Przyszła jednak pora na perfekcję praktycznie w każdym calu. Oto ona, królowa segmentu aut kompaktowych – nowa Mazda 3. 

Piękna i doskonała

Z olbrzymią niecierpliwością wyczekiwałem na ten test. Moje oczekiwania w związku z tym urosły do niebotycznych wręcz rozmiarów. To dość niekomfortowe położenie dla testowanego modelu, kiedy poprzeczka zostaje zawieszona wysoko. Mazda 3 nie przejęła się tym jednak i każdego dnia zachwycała. 

“Trójka” jest typowym kompaktem, choć wersja sedan, która trafiła do testu, prezentowała się wyjątkowo okazale. Kiedy pierwszy raz do niej wsiadłem, miałem wrażenie, że jest w niej po prostu ciasno. Szybko jednak przekwalifikowałem moje odczucia na: “przytulnie”. Miejsca z przodu jest w sam raz, z tyłu na styk, jednak fotele są wyprofilowane i siedzi się na nich niezwykle wygodnie. Wyższym pasażerom nie polecam podróżowania w drugim rzędzie siedzeń. Mimo wszystko, mało które auto kompaktowe może pochwalić się tak dobrze przemyślanym konceptem zagospodarowania przestrzeni. 

Linia nadwozia w stylistyce Kodo utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że projektanci Mazdy nie tworzą aut, ale dzieła sztuki. Brakowało mi bardzo lakieru Soul Red, jednak kolor Machine Grey również wyglądał gustownie. Prawdziwa magia zaczyna się jednak dopiero w środku. 

Całość perfekcyjnie przemyślana

Wnętrze samochodu jest niezwykle dobrze zaplanowane i żaden z elementów nie znalazł się tam przypadkowo. Ekran osadzony w centralnej części znajduje się wysoko, tak aby spojrzenie nań nie wymagało znacznego odwrócenia wzroku od drogi. To nam nie grozi też za sprawą wyświetlacza przeziernego oddanego do dyspozycji kierowcy. HUD z prawdziwego zdarzenia (czyli wyświetlany na szybie, a nie małej plastikowej płytce) pokazuje na bieżąco informacje nt. prędkości, ale też te z nawigacji, systemu monitorowania martwego pola i wykrywania znaków ograniczeń. Sam ekran centralny nie jest dotykowy – i w żadnym razie nie jest to wadą, a świadomą decyzją projektanta. Sterowanie wszystkimi funkcjami odbywa się intuicyjnym pokrętłem znanym m.in. z BMW. 

Zresztą nie tylko aspekty techniczne zasługują na pochwałę. Stylistyka wnętrza jest minimalistyczna i niezwykle przy tym elegancka. Całość została wykonana z dobrej jakości materiałów, których nie powstydziłaby się klasa premium. I mówiąc całość – mam dokładnie to na myśli. Materiał okalający wnętrze drzwi czy deskę rozdzielczą jest niezwykle przyjemny w dotyku. Jedyne czego mogę się czepiać to fortepianowy lakier wokół skrzyni biegów, który pomimo niskiego przebiegu już zdołał się porysować. 

Kiedy już nacieszymy swe oczy stylowym wnętrzem, warto zwrócić uwagę na zegary. Środkowy panel jest wyświetlaczem, jednak możemy wybrać tryb, w którym do złudzenia przypomina analogową wskazówkę. Wszystko za sprawą znakomitego kontrastu. Na pochwałę zasługuje także wykorzystanie przestrzeni pomiędzy poszczególnymi segmentami. Dodatkowe cyfrowe wskaźniki spalania i zasięgu wciśnięto między analogowymi zegarami obrotomierza, stanu paliwa i temperatury, a cyfrowym wyświetlaczem prędkościomierza. Żeby jednak nie uszczęśliwiać nikogo na siłę – projektanci dali możliwość ich wyłączenia. 

Silnik z wielkim duchem

Pod maskę testowanego egzemplarza trafił zaledwie 120-konny silnik wolnossący o pojemności dwóch litrów. Jak na tak małą moc jednak spisuje się rewelacyjnie. Auto jest zwinne i sprawnie przyspiesza, kiedy tylko tego potrzebujemy. Drobne zastrzeżenia można ewentualnie mieć do automatycznej przekładni, której zdarza się delikatnie szarpnąć podczas zmiany przełożenia. Całość jednak spisuje się znakomicie – zarówno podczas jazdy po mieście, jak i w dłuższej trasie. 

Co jednak najważniejsze – silnik został zaprojektowany tak, aby spalanie było jak najniższe, a żywotność jak najdłuższa. Całość wzmacnia system Mild Hybrid, który odzyskuje energię z hamowania, zasilając urządzenia elektroniczne na pokładzie, a także wspierając jednostkę spalinową podczas ruszania i wytężonej pracy. W rezultacie kupujemy więc samochód na długie lata, którego spalanie w mieście (i pod moją ciężką stopą) oscyluje w granicy 7-8 litrów. 

Podsumujmy: siedzimy zatem na całkiem wygodnym fotelu (choć podparcie lędźwiowe mogłoby być nieco lepsze), w otoczeniu znakomicie przemyślanego i spasowanego wnętrza, wykonanego ze świetnej jakości materiałów. Nadzorujemy naszą prędkość i czytamy wskazówki z nawigacji wprost z przedniej szyby dzięki znakomitemu HUDowi, a kiedy chcemy poprawić sobie humor, zerkamy na odczyty spalania. Czy może być lepiej? 

Wygoda, ale i bezpieczeństwo

Oczywiście, nad naszym bezpieczeństwem czuwa bowiem zestaw asystentów wspierających kierowcę. Niektóre stricte związane z możliwymi zagrożeniami na drodze – takie jak system wspomagający hamowanie, monitorowanie pojazdu w martwym polu, czy aktywne utrzymywanie w pasie ruchu. Inne zwiększają w znaczny sposób naszą wygodę i bezpieczeństwo wykonywanych manewrów – i warto tu wymienić monitorowanie ruchu poprzecznego z przodu i z tyłu (kiedy nie widzimy czy ktoś nadjeżdża) oraz rewelacyjną kamerę 360 pozwalającą na spojrzenie na położenie naszego auta “z lotu ptaka”. Na pokładzie mamy do dyspozycji również adaptacyjny tempomat, który wyręczy nas również w korku i system monitorujący zmęczenie kierowcy. 

Mazda 3 oferuje nam praktycznie wszystko czego możemy oczekiwać po samochodzie kompaktowym w dzisiejszych czasach. Za perfekcję trzeba jednak zapłacić. Wersja wyposażenia Hikari, którą otrzymałem do testu kosztuje cennikowo w podstawie 117 900 PLN. Za lakier i skórzaną tapicerkę musimy dopłacić jeszcze 8 900 PLN. 

Komentarze