Mercedes-Benz jest marką, która ciągle udoskonala swoje produkty i niejednokrotnie przyciągała rzesze ciekawskich, pokazując swoje najnowsze pomysły na targach motoryzacyjnych. Tym razem koncern Daimler chce nam zaserwować coś, czego tak szybkiego nadejścia się nie spodziewaliśmy. Mowa o samochodzie, którego funkcjonalność ma być na poziomie, do którego przyzwyczaiły nas lata rozwoju motoryzacji, a napędzany będzie hybrydowym zespołem elektryczno-wodorowym. Jest to Mercedes GLC F-CELL.

Mercedes-Benz GLC F-CELL – historia

Wbrew pozorom eksperymenty Mercedesa z ogniwami wodorowymi nie są aż taką nowością. Marka już w 1994 roku zaprezentowała światu model NECAR 1, który w konstrukcji ogniwa paliwowego wykorzystywał elektrolityczną membranę polimerową. Temat pozornie ucichł na 9 lat, jednak inżynierowie cały czas pracowali przy tej technologii. Po tym czasie Niemcy zaprezentowali flotę Klasy A F-CELL. Jedno z takich aut otrzymała jednostka straży pożarnej w Sacramento w Kalifornii. Kontynuacja działań w obszarze napędów z wykorzystaniem ogniw wodorowych zaowocowała wypuszczeniem na rynek Klasy B F-CELL (moc 134 KM, zasięg 402 km, sprzedaż na poziomie 60 sztuk na świecie). Miało to miejsce w 2010 roku. Należy również wspomnieć o 23 autobusach Citaro FuelCELL Hybrid, które obecnie są testowane w sześciu europejskich miastach. Jeden z nich pokonał już 4 miliony kilometrów. Patrząc na powyższe próby można śmiało uznać, że decyzja Daimlera o wypuszczeniu na rynek GLC F-CELL jest w pełni uzasadniona.

Mercedes-Benz GLC F-CELL – bezpieczeństwo

Wraz z nowym napędem, idą pewne obawy użytkowników. Użytkownicy świadomi podstaw fizyki i chemii, obawiać się będą wycieków łatwopalnego wodoru i skutków kolizji drogowych. Mercedes umiejscowił zbiorniki wodoru między osiami pojazdu, czyli w obszarze, który jest najmniej narażony na skutki kolizji. Co więcej, zbiorniki okala dodatkowa pomocnicza rama. Jej zadaniem jest przejęcie energii uderzenia. Aby nie doszło do wycieków gazu z żadnego punktu instalacji została ona wyposażona w wielostopniowy system zaworów odcinających. Oczywiście, jak każdy samochód, tak również GLC F-CELL przeszedł testy zderzeniowe, które pokazały że poziomem bezpieczeństwa nie ustępuje pojazdom z napędem konwencjonalnym.

Mercedes-Benz GLC F-CELL – napęd

Mercedes-Benz GLC F-CELL to coś więcej niż samochód z napędem wodorowym. To hybryda, która będzie mogła pokonać dystans 49 km korzystając z energii elektrycznej zgromadzonej w akumulatorach. Dzięki połączeniu dwóch rodzajów napędów nowy SUV pozwala na zupełnie bez emisyjną jazdę. Zasięg jaki samochód ma osiągnąć w trybie wodorowym to 437 km. Śmiało można stwierdzić, że jest to wartość pozwalająca normalne przemieszczanie się (przy założeniu, że infrastruktura do tankowania będzie takiej wielkości, jak dzisiejsze stacje paliw). Moc silnika to 200 KM, a więc na osiągi też nie będzie można narzekać. Samo tankowanie ma zająć 3 minuty. Wodór będzie wtłaczany do zbiorników pod ciśnieniem 700 barów.

Mercedes-Benz GLC F-CELL – infrastruktura tankowania

Skoro już pojawił się temat sieci stacji tankowania to trzeba wspomnieć, że Daimler do celu opracowania planu rozwoju infrastruktury tego typu powołał spółkę zależną, H2 Mobility. Stworzyła ona plan działania w tym zakresie, który zakłada rozbudowę sieci stacji tankowania do 100 pod koniec 2019 roku, a do 400 w 2023 roku (mowa o rynku niemieckim). W tym momencie Niemcy dysponują 45 stacjami, na których można zatankować wodów.

Mercedes-Benz GLC F-CELL – gdzie to powstaje

GLC F-CELL powstawał będzie w fabryce w Bremie. Sama jednostka napędowa opracowana została w firmie NuCellSys GmbH z siedzibą w Kirchheim, a budowana będzie w fabryce Daimlera w Unterturkheim. Jedna z ważniejszych części całego systemu, czyli zbiorniki, wytwarzane będą w Mannheim, a akumulatory pochodzić będą z Kamenz w Saksonii.

Daimler nie podaje jeszcze daty rozpoczęcia produkcji seryjnej.

Źródło: Daimler

Komentarze