Branża samochodów elektrycznych prężnie się rozwija, a na tworzenie elektrycznych modeli decyduje się coraz więcej producentów. Mamy Renault Zoe, Nissana Leaf czy BMW i3, wszystkie w pełni elektryczne, jednak to nie jedyna ich wspólna cecha. Wymienione wyżej modele łączy nieciekawy wygląd oraz całkowity brak stylu. Oczywiście istnieje Tesla, jednak samochody tego producenta nie wpasowują się w przedział cenowy małych elektryków. 

Na ratunek rusza nam koncern BMW z nowym MINI, które oprócz elektrycznego napędu ma wyróżniać się niebanalnym wyglądem. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem koncepcyjne zdjęcia tego modelu stwierdziłem, że nie wprowadzono nic nowego, kolejny MINI różniący się od poprzedników tylko napędem i paroma zewnętrznymi detalami. Jednak po chwili namysłu dotarł do mnie fakt, że większość klientów właśnie tego oczekuje od samochodu nowej generacji, samochodu elektrycznego. Auto nie powinno odstawać od swoich spalinowych braci dziwnym wyglądem, a wręcz przeciwnie powinno być wzbogacone o delikatne smaczki, które pozwolą mu się wyróżnić, lecz w nienachalny sposób. Jak zaznacza szef marki, Sebastian Mackensen: “Mini nie musi robić wielkiej zmiany wizerunku, mówiąc tym samym, że chce być fajne i elektryczne”. I te słowa znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości, ponieważ nowy model oprócz nieco przemodelowanego frontu, ciekawych stylistycznie felg wzorowanych na projekcie z lat 80`oraz gniazda pod klapką, gdzie normalnie znajduje się wlew paliwa nie wnosi żadnych fajerwerków.

Zmiany zewnętrze widoczne w nowym MINI to minimalnie mniejszy grill, dodatkowe przetłoczenia umożliwiające zmniejszenie oporów powietrza oraz mini wylot powietrza znajdujący się zaraz za tylnym kołem w zderzaku. Reszta pozostaje bez większych zmian, co w moim odczuciu jest bardzo dobrym ruchem ze strony producenta. W końcu po co zmieniać coś, co jest dobre i akceptowane przez miłośników marki. Model elektryczny ma idealnie współgrać z odświeżonym wyglądem samochodów MINI w 2019 roku, ale ma się od nich delikatnie różnić. Dzięki takiemu zabiegowi potencjalni posiadacze niespalinowego MINI nie będą mieli wrażenia bycia odseparowanymi od reszty klientów marki.

Póki co mały hatchback dalej jest w fazie testów, aby przed trafieniem do seryjnej produkcji pozbyć się wszelkich możliwych niedociągnięć i mankamentów. Obecnie nieznana jest dokładna specyfikacja techniczna, jednak można przypuszczać, że pod maskę trafią te same elektryczne silniki, które napędzają BMW i3. Połączenie aerodynamiki MINI z jednostką napędową BMW pozwoli teoretycznie przejechać około 300 km na jednym ładowaniu. Szef projektu Christopher Weil zaznacza, że priorytetową sprawą w przypadku MINI Electric jest znalezienie równowagi pomiędzy odpowiednią aerodynamiką a wyglądem. Dlatego też samochód jest cały czas w fazie testów, lecz mimo to jego produkcja ma ruszyć w przyszłym roku oraz ma nie być ograniczona ilościowo, dzięki czemu model ten będzie dostępny dla każdego.

 

Źródło: www.autocar.co.uk