Rynek osobowych aut używanych jest przepełniony samochodami 4-5 letnimi, które często mają mały przebieg oraz atrakcyjną cenę. Każdy z nas kupując samochód z drugiej ręki pragnie, aby był on możliwe najmłodszy, mało zużyty oraz dobrze wyposażony. Ale czy warto wydać te 20 parę tysięcy na 4 letniego Seata, czy może lepiej kupić samochód starszy, ale klasę wyżej?

Miałem ostatnio okazję zaznajomić się z Seatem Ibizą Sport Tourer z 2014 roku i przebiegiem 70 tysięcy kilometrów. Pierwsze wrażenie w momencie otrzymania kluczyka do ręki było jedno – tyle lat, a kluczyk dalej jak w Golfie 4 generacji. Idąc do samochodu postanowiłem zajrzeć do dowodu rejestracyjnego i tu pojawiło się kolejne rozczarowanie, silnik. Moim oczom ukazała się pojemność 1390 cm3 i moc 63 KW (czyli 85 KM). Jak sami widzicie ogólne pierwsze wrażenie nie było dobre i już na samym początku byłem mocno uprzedzony i zniechęcony do dalszego obcowania z hiszpańsko-niemieckim tworem.

Samochód pochodzi z polskiego salonu i jest użytkowany na naszych drogach przez 4 lata, jednak z zewnątrz nie widać jakiegoś znacznego zużycia. Maska nie jest pełna odprysków, reflektory nie są zmatowiałe, a klamki trzymają się na miejscu (uwierzcie, że to nie takie oczywiste, użytkownicy Civica VIII będą wiedzieć o co chodzi). Po zajęciu pozycji za kierownicą pozytywnie zaskoczyły mnie fotele. Na pierwszy rzut oka nie zachęcały nawet do położenia na nich torby, wyglądały jak najprostsze fotele rodem z Ibizy II, czyli tapicerka w romby, która niejedno już widziała oraz brak regulacji podudzia. Ale w momencie, w którym zająłem pozycję za kierownicą, wszystkie początkowe uprzedzenia odeszły na drugi plan. Fotele pomimo przebiegu dalej bardzo przyjemnie podtrzymują nasze boki. Nie sprawiają przy tym wrażenia wysiedzianych, nie skrzypią oraz nie są wytarte. Ogólnie poprawne, jednak nie rewelacyjne, pozwalające zająć wygodną pozycję, ale nierozpieszczające komfortem.

Wnętrze samochodu trzyma się dość dobrze, gałka zmiany biegów nie była wyślizgana, przyciski wokół panelu sterowania klimatyzacją oraz wokół radia nie były wytarte i działały z przyjemnym w odczuciu kliknięciem. Inaczej ma się sprawa z przyciskami od podnoszenia i opuszczania szyb oraz regulacją lusterek bocznych. Tutaj niestety widać zużycie, plastik okalający przyciski od szyb jest porysowany a wystający z drzwi joystick od lusterek odpadł, a na jego miejscu został nieestetyczny podświetlony na czerwono, odstający bolec. Mimo to, wszystko działa poprawnie, więc oprócz walorów wizualnych nie można się do niczego doczepić. Wszystkie regulacje oraz podświetlenia są sprawne, na cyfrowym wyświetlaczu, który usytuowany jest pomiędzy prędkościomierzem a obrotomierzem nie da się zauważyć brakujących pikseli. Miękka i dość spora kierownica, o którą nietrudno zahaczyć nogami podczas wysiadania czy wsiadania, również nie była bardzo wytarta. Bardzo irytującą rzeczą jest natomiast manetka umieszczona za kierownicą, która służy do obsługi radia. Jest usytuowana pod dźwignią kierunkowskazów i niejednokrotnie chcąc wrzucić prawy kierunek chwytałem za pilot od radia. Ogólne spasowanie wnętrza mogłoby być nieco lepsze, podczas jazdy niejednokrotnie można było usłyszeć delikatne poskrzypywania dochodzące z okolic dołu deski rozdzielczej. Rączki w drzwiach również momentami lubią wydać z siebie jakiś dźwięk jednak ma to miejsce tylko podczas zamykania czy otwierania drzwi. Na tylnej kanapie miejsca może brakować, mam 176 cm wzrostu i siadając za sobą ocierałem kolanami o fotel kierowcy. Mimo, że jest to wersja Sport Tourer, miejsca na nogi jest niewiele i dłuższa podróż mogłaby być ciężkim przeżyciem dla dorosłych pasażerów. Bagażnik zaskakuje pojemnością, mimo katalogowych 292 litrów jest bardzo ustawny i bez problemu można zapakować do niego 4 osobową rodzinę na 2 tygodniowy wakacyjny wyjazd.

Seat wyposażony w wolnossący silnik benzynowy 1.4 MPI o mocy 85 koni mechanicznych. Może wydawać się zawalidrogą, jednak niska masa własna, ok. 1100 kg, sprawia, że auto przyśpiesza w przyjemny sposób i nie mamy wrażenia, aby samochód był ospały. Ibiza chętnie wkręca się na obroty i pozwala w sprawny sposób przemieszczać się zarówno po mieście, jak i poza nim. Jedynie większe wzniesienia pozwalały odczuć brak mocy i wymuszały redukcję na niższy bieg. W zakrętach auto prowadzi się jak gokart, bardzo ładnie trzyma linię i pomimo dużej masy znajdującej się nad przednią osią, nie przejawia tendencji do podsterowności. Zawieszenie jest dość sztywne i na pewno nie można doszukiwać się tutaj komfortu rodem z Citroëna czy Renault. Wychodzi tutaj twarda niemiecka motoryzacja, która moim zdaniem sprawdza się na naszych drogach. W Ibizie nie da się usłyszeć żadnych popukiwań dochodzących z elementów zawieszenia, auto nie pływa po drodze i sprawia wrażenie bardzo zwartego, mimo przebiegu 70 tysięcy kilometrów. W cyklu mieszanym, podczas testu, Seat spalił 5,7 l na 100 km i nie była to iście emerycka jazda – wynik bardzo przystępny.

Reasumując, 4 letnia Ibiza ST to całkiem udany samochód i na pewno bardzo fajna propozycja dla kogoś kto szuka samochodu dla rodziny 2+1. Auto tanie w utrzymaniu, szeroki asortyment części zamiennych oraz niska awaryjność silnika 1.4 MPI pozwala na długoletnią eksploatację bez wydawania fortuny na naprawy. Wnętrze samochodu nie zachwyca, jest do bólu poprawne, a przy tym funkcjonalne. Ale czy warto wydać 20 parę tysięcy na ten samochód? Moim zdaniem za podobną kwotę możemy bez problemu znaleźć auto klasę wyżej z lepszym wyposażeniem. Jednak na pewno starsze i z większym przebiegiem, co może pociągnąć za sobą dodatkowe koszty. Każdy musi indywidualnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego właściwie oczekuje od samochodu?

Komentarze